Zaoszczędź do 20% na całym zamówieniu!

00
Days
00
Hours
00
Minutes
00
Seconds
logo

Wiadomości z Katmandu

Fri Aug 28 2026 20:32:22 GMT+0000 (Coordinated Universal Time)
image

Pozdrowienia z Katmandu.

Piszę dziś rano z miasta – i kraju – wciąż w stanie szoku.

W środę, w wyniku potężnego zawalenia się masywu skalnego wysoko w Himalajach, niewyobrażalna ściana lodu, wody, skał i gruzu runęła do doliny poniżej. Zdjęcia są przerażające, a ekipy ratunkowe kontynuują swoją pracę, a prawdziwa skala tragedii wciąż nie jest znana,

Tu, w Katmandu, można to odczuć. Prawie każdy zna kogoś, kto ucierpiał lub zna kogoś, kto wciąż czeka na wieści. Nasze myśli są z rodzinami, które straciły bliskich – i ze wszystkimi, którzy wciąż szukają i mają nadzieję.

Dziwnie jest pisać o biznesie i misach śpiewających po czymś takim. Ale być może najlepszym, co możemy zrobić, to nadal wspierać ludzi, rodziny i małe warsztaty, których utrzymanie zależy od pracy, która tu trwa. W zeszłym tygodniu opowiadałem Ci o spotkaniu ze wspaniałą rodziną produkującą misy śpiewające w Katmandu. Jeśli przegapiłeś ten wpis to, możesz nadrobić zaległości tutaj.

W tym tygodniu, w środę rano (przed tymi tragicznymi wiadomościami), pojechaliśmy zobaczyć, gdzie tak naprawdę powstają misy. Wcześnie rano, Bicky i ja pojechaliśmy taksówką na miejsce zbiórki na obrzeżach Katmandu, gdzie odebrał nas szef, pan Suman. Wyjaśnił, że produkcja mis śpiewających to bardzo hałaśliwy biznes – a warsztaty nie są już dozwolone na terenach zabudowanych. Kiedy zobaczyłem, jak to działa, całkowicie zrozumiałem, dlaczego!

Wyjechaliśmy za miasto, mijając miejscowość Bungamati i wjechaliśmy do zachwycającej zielonej doliny. Po hałasie i chaosie Katmandu, było to chyba najspokojniejsze miejsce, jakie można sobie wyobrazić.

valley.jpg

W ukryciu znajdowała się mała fabryka pana Sumana. Misy zaczynają swoje życie jako proste krążki metalu. Pan Suman wyjaśnił, że pięć różnych metali jest najpierw wytapianych w innym warsztacie, a następnie walcowanych w arkusze i ciętych na krążki o idealnie dopasowanym rozmiarze.

Trzy krążki naraz są podgrzewane w kominku z dmuchawą w kącie warsztatu. W kominie nad nim wyryty jest kształt sztyletu Śiwy – najwyraźniej ważny element tradycji i ochrony dzieła.

disc.png

hammering.jpg

Krążki muszą być rozgrzane do idealnej temperatury. Zbyt zimne – metal nie będzie się poruszał prawidłowo. Zbyt gorące – mogą pęknąć.

Kiedy mistrz ognia uzna, że ​​nadszedł odpowiedni moment, wyciąga żarzące się tarcze długimi szczypcami, układa je w stos i umiejętnie umieszcza nad metalową matrycą. Następnie trzech mężczyzn wysuwa się naprzód z ogromnymi młotami… Bach! Bach! Bach! Wszyscy trzej uderzają w idealnym rytmie, obracając się lekko wokół metalu. Powoli misa zaczyna nabierać kształtu.

Było to niesamowite i lekko przerażające. Jeden ułamek sekundy wystarczyłby, aby młoty zderzyły się ze sobą, rozrzucając rozgrzany metal po całym warsztacie. Mimo to pracują niezwykle szybko, ponieważ mają tylko kilka cennych minut, podczas których metal pozostaje w idealnej temperaturze. Częściowo uformowana misa trafia z powrotem do ognia dwa lub trzy razy, a następnie wraca do młotów, aż do uzyskania ostatecznego kształtu.

Potem następuje szlifowanie, strojenie i precyzyjna regulacja. Na koniec misa trafia do osobnego pomieszczenia, gdzie jest polerowana i polerowana, aż matowy, młotkowany metal zacznie lśnić.

Każdy etap wymaga doświadczenia. Rozmiar i kształt misy mają znaczenie, ale równie ważna jest grubość metalu, kucie i ostateczne strojenie. Piękna misa nie powstaje tylko po to, by ją wyprodukować – jest słuchana, regulowana i stopniowo nabiera życia.

Wtedy pan Suman powiedział mi coś, co wydało mi się wręcz cudowne: mężczyźni pracujący z ogniem i młotami są tradycyjnie hinduistami. Polerujący i wykańczający to muzułmanie. Pan Suman, jego rodzina i wielu jego klientów to buddyści.

mr suman.jpg

Pan Suman

„Dobrze się dogadujemy” – powiedział. „Jesteśmy dobrymi przyjaciółmi”.

I oto byli – hindusi, muzułmanie i buddyści, wszyscy razem, by stworzyć coś, czego celem jest pokój, uzdrowienie i harmonia.

W tygodniu, w którym Nepal doświadczył tak straszliwych zniszczeń, ten mały warsztat w spokojnej dolinie przypominał nam o czymś ważnym. Różne ręce, różne wyznania i różne umiejętności – wszyscy pracowali w rytmie, by wydać jeden piękny dźwięk.

Bang! Bang! Bang!

Może świat mógłby się czegoś nauczyć od fabryki mis śpiewających pana Sumana.

Mamy kolejne ważne wieści z Nepalu…

Zrobiliśmy teraz duży krok naprzód i we wtorek 25 sierpnia oficjalnie mianowaliśmy Bicky’ego – naszego wieloletniego dostawcę papieru Lokta – agentem zaopatrzeniowym i koordynacyjnym Ancient Wisdom w Nepalu.

Bicky będzie ściśle współpracować z naszym zaufanym agentem spedycyjnym, panem Padamem z Oriental Cargo Services, aby pomóc nam koordynować dostawców, usprawnić kontrolę jakości i sprawić, by nasze dostawy do Nepalu były szybsze, płynniejsze i bardziej niezawodne. Wymagania dotyczące importu produktów do Wielkiej Brytanii i Europy z roku na rok stają się coraz bardziej rygorystyczne. Informacje o produkcie, materiały, testy, opakowania i dokumentacja – wszystko to musi być sprawdzone i odpowiednio zorganizowane. Bicky pomoże nam zarządzać tym u źródła, zanim towary opuszczą Nepal.

Oznacza to, że możemy współpracować z większą liczbą małych producentów, rozwijać bardziej oryginalne produkty i – co najważniejsze – upewnić się, że wszystko dociera do naszych magazynów w stanie i standardzie, jakiego oczekują nasi klienci.

Naturalnie, tak ważne spotkanie musiało zostać należycie uczczone, więc Bicky, pan Padam i ja wybraliśmy się na kolację do koreańskiej restauracji w Katmandu. Koreańskie jedzenie, świętowanie nowego rozdziału w Nepalu, dla brytyjskiej firmy produkującej upominki. Naprawdę niesamowite.

image (59).png

To był jeden z najbardziej pracowitych tygodni całej podróży. Warsztaty, misy śpiewające, papier Lokta, tekstylia, opakowania, rozwój produktów i pozornie niekończące się filiżanki herbaty. Zaczynają się tu pojawiać naprawdę ekscytujące plany – choć myślę, że będę potrzebować kilku chwil spokoju, żeby je wszystkie ogarnąć.

Wkrótce przyjdzie czas, żebym ruszył dalej.

Nepal dał mi o wiele więcej niż nowe produkty i pomysły na biznes. Przypomniał mi, że za wszystkim, co kupujemy i sprzedajemy, stoją ludzie – rodziny, przyjaźnie, tradycje i umiejętności przekazywane z pokolenia na pokolenie.

W tym tygodniu przypomniał nam również, jak nagle życie może się zmienić.

W związku z tym, nasze serdeczne myśli pozostają z wszystkimi dotkniętymi tą straszną katastrofą. Składamy wyrazy szacunku ratownikom, wolontariuszom i zwykłym ludziom, którzy pomagają sobie nawzajem w najciemniejszych dniach.

W przyszły piątek będę pisał z nowego miejsca…

Ale zabiorę ze sobą trochę Nepalu – i być może gdzieś w tle wciąż będę słyszał te trzy młoty uderzające idealnie w rytmie.

Bump. Bang. Bang.

Bądźcie bezpieczni, dbajcie o siebie nawzajem – i miłego weekendu.

David's Signature_1 (3).png

Share: