Legendy na Jawie
Pozdrowienia z Jawy Zachodniej.
Mam nadzieję, że masz się dobrze! W zeszłym tygodniu pisałem z Bali o tym, jak tamtejsi rzemieślnicy odczuwają presję – rosnące koszty, niedobory i ciągłą potrzebę wymyślania nowych sposobów wytwarzania produktów.
Jeśli przegapiłeś ten wpis, możesz nadrobić zaległości tutaj.
W tym tygodniu zmieniliśmy wyspę. Bondhan i ja polecieliśmy z Bali na HLP Halim – lotnisko na południe od Dżakarty, które samo w sobie jest określane mianem „legendarnego”… I to w zasadzie nadało ton naszej podróży. Ledwo wylądowaliśmy, gdy Bondhan nagle dostrzegł jednego ze swoich absolutnych bohaterów stojącego przy taśmie bagażowej – gwiazdę rocka z Jamrud, jednego z najsłynniejszych indonezyjskich zespołów rockowych.
Bondhan był całkowicie oczarowany tą gwiazdą!
Krótka przejażdżka taksówką zawiozła nas na dworzec kolejowy Whoosh, gdzie za niewielką dopłatą przenieśliśmy się do pierwszej klasy. Tylko dwanaście miejsc w kabinie, bardzo cywilizowane. Oczywiście musiałem odwiedzić sklep z pamiątkami Whoosh…
Whoosh to pierwszy w Indonezji pociąg dużych prędkości – a właściwie pierwsza prawdziwa linia kolejowa dużych prędkości w Azji Południowo-Wschodniej. Rozwija prędkość do 350 kilometrów na godzinę, a nazwa to nie tylko dźwięk czegoś pędzącego. To również indonezyjski akronim oznaczający mniej więcej Oszczędność Czasu, Optymalne Działanie, Doskonały System. To prawdopodobnie najlepsza nazwa dla pociągu w historii. Do celu naszej podróży, tuż za Bandungiem, pozostały zaledwie trzy przystanki. Było niesamowicie. I legendarnie szybko.
Szybko, sprawnie i bardzo wygodnie – ale, o dziwo, w połowie pusto. Na ostatnim etapie podróży Bondhan i ja mieliśmy całą kabinę pierwszej klasy tylko dla siebie. Czułem się trochę absurdalnie, siedząc tam jak dwie głowy państw, pędząc przez Jawę z prędkością 350 kilometrów na godzinę.
Więc, dlaczego tu jesteśmy? No cóż, pomijając fakt, że zawsze chciałem odwiedzić ten region. Bandung ma bogatą tradycję rzemieślniczą. Jest jednym z głównych ośrodków tekstylnych Indonezji, ma długą historię produkcji skóry i obuwia – twoje buty mogły nawet pochodzić stąd – a góry i wzgórza otaczające miasto to ważne obszary uprawy herbaty, ziół i roślin.
Ogólnie rzecz biorąc, jest tu wiele rzeczy, które potencjalnie mogłyby stać się produktami Ancient Wisdom. A potem przyszła kolejna niespodzianka…
Bandung jest hałaśliwy. Nie jak Indie – ale zdecydowanie więcej trąbień, gwizdów i ogólnych rozmów o ruchu drogowym niż zazwyczaj słychać w Indonezji.
Niespodzianka w stylu art déco!
Następnie zameldowaliśmy się w hotelu Savoy Homann. Co za miejsce. Zupełnie nieoczekiwane.
Historia hotelu sięga lat 70. XIX wieku, choć piękny, zakrzywiony budynek w stylu art déco, który dziś widzisz, został ukończony w 1939 roku. Znajduje się on w samym sercu starego miasta Bandung, gdzie ulice pełne są budynków w stylu art déco – niektóre pięknie odrestaurowane, inne wciąż cierpliwie czekające, aż ktoś je znów pokocha. Nawet niektóre nowsze budynki zostały zaprojektowane tak, aby nawiązywać do tego samego stylu. Niespodzianka, niespodzianka…
Szybko odkryliśmy, że Charlie Chaplin miał związek z Bandungiem. Hotel zalicza go do grona znanych gości i z dumą eksponuje stary fortepian koncertowy, na którym grał – i podobno też tańczył – Chaplin podczas jednej ze swoich wizyt. W pobliżu znajduje się nawet małe muzeum poświęcone jego osobie.
Wygląda na to, że Bandung przyjął Charliego Chaplina jako swojego.
Tego wieczoru wybraliśmy się na spacer po starym mieście, a całe miejsce miało cudowny chaplinowski charakter. W każdym dostępnym kącie zdawała się być fotobudka lub małe studio, gdzie można było się przebrać i zrobić sobie zdjęcie w stylu lat 30. lub 50. Miejscowi byli elegancko ubrani na wieczorny spacer. Pary pozowały pod starymi budynkami, rodziny robiły zdjęcia, uliczni artyści zabawiali tłumy – i wszyscy zdawali się dobrze bawić.
Do tego bardzo przyjaźni. To było jedno z tych uroczych miejsc, gdzie ludzie po prostu wydawali się zadowoleni z naszej obecności.
Skórzany labirynt
Wczoraj pojechaliśmy do dzielnicy skórzanej Cibaduyut. I to było zupełnie inne. Trudno to opisać – ale wyobraź sobie skórzany labirynt. Bondhan zrobił rozeznanie, więc ruszyliśmy główną ulicą. Prawie każdy sklep zdawał się zaopatrywać w obuwie: skórzane wyściółki, klej, podeszwy, klamry, sznurowadła, narzędzia, a nawet przemysłowe maszyny do szycia.
Potem zaczęliśmy znikać w wąskich uliczkach. Niektóre były ledwo na tyle szerokie, żeby zmieścił się w nich motocykl. Za drzwiami, w małych domkach i stłoczone w maleńkich warsztatach kryły się setki rzemieślników wytwarzających buty i kozaki.
Jedna osoba kroiła skórę. Inna zszywała cholewki. Ktoś inny przyklejał podeszwy. Jeszcze inna polerowała i wykańczała. To było jak obserwowanie mrówek pracujących w labiryncie. Wiele butów było zaskakująco luksusowych i pięknie wykonanych – rzemieślnicze projekty, ciężka skóra, buty motocyklowe i sporo cudownie buntowniczego, punkowego stylu.
I tacy uroczy ludzie. Prawie wszyscy krzyczeli „Halo!”. Uśmiechali się, machali i wydawali się szczerze szczęśliwi, widząc tego wędrującego Anglika pojawiającego się w ich alejce. Ludzie zapraszali nas do swoich warsztatów, wyjaśniali, co robią i z radością pokazywali nam swoje maszyny i materiały.
Żadnych wielkich fabryk ani lśniących salonów wystawowych, tylko tysiące indywidualnych umiejętności, cicho współpracujących ze sobą. Dla mnie to zawsze jest coś interesującego. Ale dość o tym…
Później zaczęliśmy zgłębiać świat herbaty z Zachodniej Jawy. Jest tu bogata kultura herbaciana, herbaty rzemieślnicze, które trafią prosto do naszej marki Mandala Leaves.
Dziś zagłębimy się bardziej.
A na wzgórzach otaczających Bandung odkryliśmy coś zupełnie nieoczekiwanego – superbogaty, niezwykle elitarny świat ogromnych willi, nieskazitelnych ogrodów i eleganckich restauracji, które podobno odwiedzają generałowie, czołowi politycy i niektóre z najpotężniejszych rodzin Indonezji. O rany! Nigdy nie widziałem takich willi. Ale o tym opowiem Ci później.
Jest tego po prostu za dużo, żeby zmieścić to w jednym newsletterze. Herbata, rośliny botaniczne, tajemnicze górskie rezydencje – i cokolwiek innego uda nam się dzisiaj odkryć.
Więc może zrobię dodatkowy newsletter w tym tygodniu… A może zostawię Cię w oczekiwaniu do przyszłego piątku.
Zobaczymy, co się stanie.
W każdym razie, miłego weekendu!