Pozdrowienia z 60. edycji targów IHGF w Delhi.
Pan Chatterjee, Toni i ja jesteśmy na ogromnych indyjskich targach branżowych, odbywających się dwa razy w roku. To wielka sprawa, bo to już 60. edycja... Właściwie 30 lat targów. Przez te lata wiele się zmieniło i jest tu wiele znanych twarzy, starych przyjaciół, konkurentów i kilku oszustów. Niemało osób czyta ten newsletter.
Uczestniczę w nich od większej liczby lat, niż miałbym ochotę przyznać. To właśnie tutaj poznałem pana Chatterjee, który został moim dobrym przyjacielem i naszym agentem, naszym człowiekiem w Indiach. Jest on znaną postacią na targach... Głównie dlatego, że jest wysoki, góruje nad większością Hindusów, ma charakterystyczną dla siebie fryzurę w kolorze białym i zawsze nosi najjaśniejsze ubrania. Czuję się trochę tak, jakby AW i te targi branżowe dorastały razem... Zobacz poniżej dlaczego.
W zeszłym tygodniu opowiadałem o hałaśliwym mieście Waranasi i naszych poszukiwaniach jedwabiu. Jeśli przegapiłeś ten wpis, możesz nadrobić zaległości
tutaj.
Ale znalazłem też czas, żeby nagrać o tym film na YouTube.
Dziękuję za oglądanie i wspieranie moich filmów na YouTube 🙏 (byłoby mi bardzo miło, gdybyś polubił, skomentował i udostępnił). To wciąż tylko moje hobby, nie jestem w tym super, ale całkiem lubię je tworzyć. Byłem bardzo szczęśliwy (a właściwie podekscytowany), widząc, jak drugi film, który nakręciłem w Nepalu w zeszłym tygodniu, stał się viralem… 190 tys. wyświetleń… Był o naszej wizycie w Bhaktapurze niedaleko Katmandu. Słyszeliśmy, że pokolenie Z planuje tam kolejne protesty, o czym wspominałem w filmie. A potem protesty się odbyły i chyba algorytm to polubił.
Po Varanasi pojechaliśmy pociągiem do małego miasteczka na odludziu. Między Varanasi a Kalkutą. Tam spotkaliśmy się z właścicielem kopalni. Dość energicznym człowiekiem, z młodym, energicznym zespołem, gdzie pasjonują się kamieniami naturalnymi. Chcieliśmy zobaczyć prawdziwą kopalnię kamieni… Przyjechaliśmy wieczorem i zameldowaliśmy się w jedynym hotelu w mieście, który był tani i podejrzany, z wilgotnym i ciemnym klubem nocnym na dachu, z którego płynęła dudniąca pendżabska muzyka – nasz nowy znajomy górnik i jego ekipa nalegali, żeby postawić nam tam drinki i jedzenie. Ciągle prosiliśmy o ściszenie muzyki (byliśmy jedynymi gośćmi), żebyśmy mogli porozmawiać, ale DJ po jednej spokojnej piosence wciąż zwiększał głośność do poziomu, który przyprawiał o zawrót głowy.
Następnego ranka, po śniadaniu z całą ekipą, wzięliśmy dwa samochody i wyjechaliśmy z miasta. Po 20 minutach zrozumieliśmy. Ale po półtoragodzinnej jeździe przez naprawdę piękne krajobrazy, jeziora, lasy, mijając nieziemskie formacje skalne, zaczęliśmy się zastanawiać, jak daleko jeszcze? Droga była wąska, ale dobrze utrzymana. Przypominała bardziej centralną Jawę w Indonezji niż Indie.
Dziwne miejsce. W końcu dotarliśmy, zjechaliśmy na chwilę z głównej drogi, podskakując na polnej drodze. Potem powiedziano nam, że będziemy musieli przejść kawałek… Przez wąski wąwóz, miejscami trochę zalany, ale jakoś daliśmy radę.
W końcu znaleźliśmy się w bajkowej scenerii… Krajobrazie małej kopalni odkrywkowej z jeziorkiem na dnie i całym obszarem mieniącym się w słońcu. Ziemia pokryta była odłamkami miki używanymi do brokatu. Nasz znajomy górnik zebrał trochę i pokazał nam, jak mika przesuwa się między palcami i w rzeczywistości przypomina cienkie jak lód tafle kryształu. Mika jest oczyszczana, kruszona i sprzedawana firmom kosmetycznym. Ale wśród złóż miki znajdują się prawdziwe kamienie naturalne… Tutaj, leżące pośród lśniących skał, mogliśmy znaleźć bryłki lśniącego niebieskiego akwamarynu, czarnego turmalinu i bryłki rubinowego granatu. Faceci uzbrojeni jedynie w kielnię i wiadro zbierali kamienie naturalne gotowe do sortowania.

Magiczne miejsce... Można było poczuć aurę kamieni.
Byliśmy tam tylko chwilę, a faceci rozmawiający przez telefon powiedzieli nam, że musimy się wynosić, bo teren jest oczyszczany przed detonacją. Powiedziałem, że chciałbym to zobaczyć... Ale oczywiście nie było mowy, mają surowe procedury bezpieczeństwa. Cały teren musi być oczyszczony... Więc wróciliśmy do samochodów.
Górnik ma rządową licencję na wydobycie - powiedział nam, że ma pięć takich kopalni. Mika jest wydobywana komercyjnie, ale kamienie naturalne, niemal produkt uboczny, są zbierane, sortowane i przewożone ciężarówkami do Gudżaratu po drugiej stronie Indii, do rzemieślniczego miasta Kambatt, gdzie jego brat (jak wyjaśnił) rozprowadza je rzemieślnikom, a potem oni skupują gotowe produkty. Pewnego dnia nasz człowiek i jego zespół zameldowali się w hotelu niedaleko targów i urządzili jeden pokój jak prywatne stoisko handlowe, aby zaprezentować surowe i gotowe produkty. Byliśmy pod wrażeniem!

Mamy umowę na wyłączną sprzedaż ich produkcji w Europie.
W każdym razie, czekaj na 30 LAT.
Te targi świętują, ale i AW wkrótce będzie świętować kolejne, trzydzieste urodziny. Czekaj na coś wyjątkowego.
Halloween już tak blisko! Strasznie blisko. A my mamy dla Ciebie straszne okazje. Zobacz poniżej.
Muszę już iść... Skończyliśmy targi i teraz...
Czas jechać do Goa na kilka dni.
Uważaj na siebie.
Namaste z Indii.
David