3 ZA 2 NA WYBRANE PRODUKTY DO PIELĘGNACJI

logo
Flirtowanie z niebezpieczeństwem w Mijas
Fri Jun 26 2026 17:33:42 GMT+0800 (Malaysia Time)

Witaj ponownie w bardzo, bardzo upalny piątek...

Mam nadzieję, że cieszysz się pogodą, gdziekolwiek jesteś!

W Wielkiej Brytanii i Europie jest cieplej niż kiedykolwiek, a tutaj, w AW, nasz sezon Szaleństwa Letniego Przesilenia kończy się z hukiem – dosłownie, niczym fajerwerki San Juan rozświetlające w tym tygodniu Andaluzję. Tymczasem Coco i ja flirtowaliśmy z niebezpieczeństwem w spokojnym, urokliwym Mijas.



Wciąż mamy mnóstwo ofert z 30% rabatem, ale szybko znikają, więc proszę, zajrzyj, zanim to szaleństwo w końcu przeminie.

W zeszłym tygodniu opowiadałem o dobrych wieściach dotyczących mojej hiszpańskiej karty TIE i o tym, że w końcu jestem blisko odzyskania odpowiednich dokumentów. Jeśli przegapiłeś ten wpis, możesz nadrobić zaległości tutaj.

W tym tygodniu karta dotarła — i omal nie zniknęła tego samego dnia. Więcej o tym małym dramacie poniżej...

W międzyczasie do naszego magazynu w Maladze dotarł kontener z Bali, a ja byłem tam, aby zobaczyć jego rozładunek. To zawsze satysfakcjonujący moment, ale też nieco niepokojący. Jak powie każdy importer z Indonezji, ekstremalne upały i produkty rzemieślnicze nie zawsze idą w parze.

Upał i wilgoć mogą być prawdziwym problemem. Może wkradać się wilgoć. Może pojawić się pleśń. Drewno może puchnąć, pękać, wypaczać się lub wydzielać stęchły zapach. Produkty naturalne są piękne, bo są naturalne, ale to również oznacza, że ​​wymagają pielęgnacji, umiejętności i mnóstwa nudnej pracy za kulisami, zanim trafią na półki i będą pięknie wyglądać.

Oczywiście używamy podkładek Superdry na wewnętrznych ściankach pojemników, a w wielu produktach małych saszetek. Ale nawet wtedy mogą się zdarzyć problemy. Nasz człowiek w Indonezji, Bondhan, wraz z Jamesem z Wielkiej Brytanii, dosłownie pocił się nad tym problemem przez ostatni rok.

Próbowaliśmy wszystkiego. Szczerze mówiąc, nie ma niczego w internecie, ani nawet w sztucznej inteligencji, co dałoby idealną odpowiedź na to pytanie. Mam jednak nadzieję, że w końcu znaleźliśmy rozwiązanie – połączenie środków, a nie jedną magiczną sztuczkę.

Nowa marka Superdry, która twierdzi, że jest o 400% lepsza. Małe urządzenie, które znaleźliśmy w chińskim sklepie – przepraszamy, tajemnica handlowa. A teraz maszyna, która sprawdza wilgotność każdego produktu w momencie załadunku. Musi ona znajdować się między dwoma starannie sprawdzonymi punktami, zanim produkt zostanie umieszczony w opakowaniu.

To była ciężka praca. Mnóstwo prób, mnóstwo główkowania, mnóstwo momentów „dlaczego to się wciąż dzieje?”. Ale w końcu, w jeden z najgorętszych dni, jakie widzieliśmy, kontener dotarł suchy, czysty i słodki.


Dobra robota Bondhan, James i wszyscy zaangażowani. To ten rodzaj pracy, której klienci nigdy nie widzą, ale która robi ogromną różnicę.

A potem pojawił się San Juan.

W całej Andaluzji ludzie bawili się na plażach do białego rana, skacząc przez ogniska, oglądając fajerwerki, składając sobie życzenia i po raz kolejny udowadniając, że Hiszpania wie, jak się porządnie bawić.

Następnego ranka, o 9:30, miałem odebrać dowód osobisty z notorycznie marudnego komisariatu policji w Marbelli. Po nocy w San Juan zastanawiałem się, czy ktokolwiek w ogóle się pojawi. Ale to jest Hiszpania — mogą imprezować całą noc i nadal iść do pracy, wyglądając elegancko.

Po tym, jak kręciłem się na zewnątrz z czekającym tłumem, aż wywołano moje nazwisko, oczywiście z błędną wymową, zostałem wprowadzony przez prawdopodobnie najfajniejszego i najlepiej ubranego policjanta, jakiego kiedykolwiek widziałem. Typowo marbellijskie. Potem bardzo elegancka policjantka w okularach zajęła się papierami, wręczyła mi mój dowód i to było wszystko.

Na zewnątrz sprawdziłam datę ważności i o mało co nie zatańczyłem. Dziesięć lat. Spodziewałem się trzech, miałem nadzieję na pięć, a jakimś cudem dostałem dziesięć. Efekt.

Później więc Coco i ja poszliśmy do Mijas Pueblo, pięknej, bielonej wioski na zboczu góry, nad miejscem, w którym mieszkamy. Włóczyliśmy się, rozkoszując się widokami, aż znaleźliśmy alejkę, której wcześniej nie widzieliśmy. Wiła się wokół starych budynków, z jednej strony z zapierającymi dech w piersiach widokami, prowadząc w stronę parku i areny walk byków.

A potem nagle – chlup.

Zarówno Coco, jak i ja poczuliśmy, że coś strasznego na nas spadło. Ogromna ptasia kupa, a przynajmniej tak nam się zdawało.

Natychmiast podbiegł do nas życzliwy starszy pan z wodą i chusteczkami, bardzo zaniepokojony, oferując pomoc. Zaczął szarpać mnie za koszulkę, próbując nakłonić mnie do jej zdjęcia, żeby mógł ją wytrzeć. Potem pojawił się też młodszy mężczyzna, gotowy do pomocy.

I wtedy w mojej głowie rozbrzmiały wszystkie dzwonki alarmowe.

Powiedziałem do Coco: „Trzymaj mocno torbę”, włożyłem rękę do kieszeni i chwyciłem portfel – portfel z moim nowym hiszpańskim dowodem osobistym.

Wymamrotałem do Coco: „To oszustwo…”. I tak po prostu zniknęli.


AI odtworzyła dla mnie tę scenę... Niesamowite, ten pomocny facet był DOKŁADNIE taki!

Później zapytałem AI i tak, najwyraźniej zostaliśmy poczęstowani klasycznym „Musztardowym Przekrętem”. Ktoś spryskuje cię czymś brudnym. Pojawia się pomocny nieznajomy z chusteczkami i wodą. Jesteś rozkojarzony, nieswój, zawstydzony i nagle przy Twoich kieszeniach, torbie, pasku lub telefonie pojawiają się obce ręce.

Wyobrażam sobie, co się dzieje w bocznych uliczkach Starego Delhi lub Paharganj. Ale w pachnącym, spokojnym, bielonym Mijas Pueblo? Wow.

Na szczęście nic nie zginęło. Mój portfel pozostał dokładnie tam, gdzie był. Nowa karta TIE przetrwała swój pierwszy dzień na wolności.

Później, siedząc w barze tapas na placu naprzeciwko starej areny walki byków, rozmyślałem o tym, jak blisko było. Cały ten wysiłek, wszystkie te spotkania, cała papierkowa robota, całe to czekanie – a potem o mało nie zgubiłem dowodu, zanim jeszcze atrament zdążył wyschnąć.

Ale może to jest lekcja tygodnia.

Możesz zrobić wszystko dobrze. Możesz ciężko pracować przez rok, żeby utrzymać kontener na Bali w suchości. Możesz uporać się z hiszpańską papierkową robotą. Możesz w końcu dostać swój cenny dowód osobisty. A mimo to życie wciąż rzuca ci kłody pod nogi.

Sztuka polega na tym, żeby nie panikować. Trzymać się tego, co ważne. Zachować poczucie humoru. Jeśli to możliwe, zjeść potem lunch.

W tym tygodniu jestem więc wdzięczny – za suche kontenery, bystrych policjantów, lojalną załogę, szczęście i tapas w cieniu.

A gdy Letnie Szaleństwo dobiega końca, dziękuję Ci jak zawsze za udział w naszej nieco chaotycznej, zawsze interesującej i nigdy nudnej podróży AW.

Pamiętaj o przerwach na nawodnienie (jak na mistrzostwach świata)... https://www.instagram.com/p/DZ-Lm6rI9YG/ Rodrigo i ekipa (w biurze w Wielkiej Brytanii) wyznaczają ogromny trend...

A teraz, proszę, złap ostatnie 30% zniżki, zanim znikną jak dwaj podejrzanie pomocni nieznajomi w zaułku w Mijas.

Spokoju! Miłego weekendu!

David

Share: