Pozdrowienia z Hiszpanii.
Ostatnio pisałem do Ciebie z lotniska T2 w Manchesterze w drodze powrotnej, opowiadając o królowej Wiktorii, Henderson’s Relish i szalonym tygodniu w Sheffield. Jeśli przegapiłeś ten wpis, możesz nadrobić zaległości tutaj.
No cóż… W końcu dotarłem do domu.
Minęły prawie trzy miesiące, odkąd porządnie wypocząłem w moim domu w Hiszpanii i muszę przyznać, że dobrze jest wrócić. Jaśmin zaczyna kwitnąć, poranki znów są ciepłe, a po lotniskach, fabrykach, magazynach, targach i zdecydowanie za wielu hotelowych śniadaniach, nawet parzenie kawy we własnej kuchni wydaje się luksusem.
Jedyny problem był taki, że najwyraźniej przywiozłem coś ze sobą oprócz próbek od dostawcy. Bardzo bolące ucho. Męka, dosłownie łzawiły mi oczy.
Poszedłem do naszej lokalnej kliniki, spodziewając się kropli z antybiotykiem, ale lekarka spojrzała i uśmiechnęła się.
„Żadnej infekcji” – powiedziała. Najwyraźniej całe to latanie wepchnęło woskowinę głęboko do ucha wewnętrznego.
No cóż… To, co nastąpiło później, było lekko traumatyczne.
Najpierw: krople do uszu co godzinę przez pięć godzin, żeby wszystko zmiękczyć. Potem powrót do kliniki, bo woda utleniona zaczęła bulgotać w moim uchu (auć).
Następnie jakaś pompa ciśnieniowa z gorącą wodą i odkurzacz, który szczerze mówiąc wyglądał jak coś z filmu science fiction z lat 70.
Ale w końcu, po godzinie pompowania, kłucia i moczenia w gorącej wodzie…
Ulga.
Nacisk zniknął, ból zniknął i nagle zacząłem słyszeć jak nigdy dotąd.
Więc następnym razem, gdy będziesz lecieć małym samolotem nad Himalajami, a stewardesa zaproponuje ci watę do uszu…
Posłuchaj mojej rady. Skorzystaj z niej.
W każdym razie, po częściowej przebudowie odwiedziłem Toniego i zespół w nowym hiszpańskim magazynie.
Showroom zaczyna się teraz naprawdę rozkręcać, magazyn jest uporządkowany, systemy się poprawiają… Choć oczywiście wciąż jest wiele do zrobienia. Najlepszy moment dnia należał jednak do Gracieli – prawej ręki Toniego.
W ramach przeglądu jej zarobków załatwiliśmy jej samochód w leasingu… I tego samego dnia, kiedy ich odwiedziłem, dotarł do magazynu zupełnie nowy.
Znacie ten niepowtarzalny „zapach nowego samochodu”? Była zachwycona.
I szczerze mówiąc, takie chwile to jedna z najprzyjemniejszych części budowania biznesu.
Tymczasem…
Ważne wieści dla naszych klientów dropshippingowych.
Po tym, co wydawało się wiecznością… Integracja z API TikToka w końcu została zatwierdzona i uruchomiliśmy ją w zeszłym tygodniu. I… to szaleństwo.
Zamówienia spływają lawinowo, zespół dodaje więcej osób do kompletacji i pakowania, a my ciężko pracujemy, aby nadrobić zaległości i zapewnić płynny przepływ.
Ale to dopiero początek.
Wolumeny już wyglądają obiecująco, ale szczerze uważam, że dopiero drapiemy powierzchnię potencjału.
Myślę o tym w ten sposób…
W tradycyjnym sklepie detalicznym potencjalni klienci ograniczają się do:
• osób, które przechodzą obok Twoich drzwi
• odsetka osób wchodzących do środka
• oraz odsetka osób, które kupują z fizycznie dostępnego asortymentu
Ale dzięki AW Dropship…
Nagle zyskujesz dostęp do ponad 7500 produktów (plus nieograniczonych kombinacji pakietów) i potencjalnie 60 milionów klientów w Wielkiej Brytanii. A w Europie? Blisko 450 milionów.
To całkowicie zmienia zasady gry.
Jeśli jeszcze tego nie sprawdziłeś, to bardzo ekscytujący moment, aby się w to zaangażować.
Tymczasem do magazynu trafia mnóstwo towaru, patrz poniżej.
Zaledwie kilka tygodni dzieli nas od Dnia Ojca… Czas na planowanie jest TERAZ… A sezon ślubny w pełni.
W każdym razie, wciąż jest za dużo do zrobienia, za dużo pomysłów na stole, a najwyraźniej teraz mam zalecenie lekarskie, żeby „dać odpocząć uszom” – co wydaje się zupełnie nierealne w tym zawodzie.
Miłego weekendu, gdziekolwiek jesteś na świecie.
A jeśli ktoś w samolocie nad Himalajami zaoferuje ci zatyczki…
Nie próbuj udawać twardziela.
David
.jpeg)
.jpeg)
.jpeg)