Hej... Mam nadzieję, że masz się dobrze!
Pozdrowienia z Terminalu 2 na lotnisku w Manchesterze... Bo tak, znowu jestem w drodze... Jest tu dość tłoczno, musiałem znaleźć jakieś zajęcie.
W zeszłym tygodniu opowiadałem Ci o mojej szalonej podróży przez Katmandu, Kalkutę do Bombaju i do Sheffield... Jeśli przegapiłeś ten wpis, możesz nadrobić tutaj.
Znalazłem królową Wiktorię w parku w Sheffield, bardzo podobną do pomnika w Kalkucie, gdzie byłem zaledwie tydzień temu. To dziwne, bo królowa Wiktoria nigdy tak naprawdę nie odwiedziła Indii – ani (kiedy sprawdzałem) Sheffield. A jednak wciąż jest obecna w obu miejscach. Przypomniało mi to, jak bardzo świat był połączony w epoce wiktoriańskiej… Stal w Sheffield, handel z Indiami, koleje, przemysł i imperium – wszystko to w jakiś sposób się ze sobą splotło. W jednym tygodniu mijam Pomnik Wiktorii w Kalkucie, w następnym mijam cichy pomnik w Endcliffe Park pod drzewami Yorkshire. Historia ma dziwny sposób podążania za człowiekiem.
Cóż, to był ciekawy tydzień w siedzibie AW w Sheffield. Nie był to idealny moment, bo akurat wypadał długi weekend, więc nie miałem wystarczająco dużo czasu z zespołem, ale każda sekunda się liczyła.
Udało mi się nadrobić zaległości i zjeść lunch z częścią ekipy, podczas gdy Mistrzostwa Świata w Snookerze trwały w najlepsze w legendarnym Crucible Theatre. W sezonie snookerowym w Sheffield zawsze panuje pewna atmosfera – kawiarnie, bary i restauracje tętnią życiem, odwiedzane przez gości z całego świata.
Skorzystałem też z okazji, by pospacerować po kilku lokalnych sklepach z pamiątkami w poszukiwaniu pomysłów, trendów i inspiracji. Zawsze sprawia mi to przyjemność. Czasami najlepsze pomysły nie rodzą się na spotkaniach ani w arkuszach kalkulacyjnych, ale podczas cichej obserwacji tego, co przyciąga uwagę ludzi w realnym świecie.
W międzyczasie, do magazynu nadchodziły dostawy, w tym nasze najnowsze koszule Nomad Sari i koszulki z efektem sprania. Holly właśnie nagrała nowy film na YouTube, który będzie można obejrzeć jeszcze w tym tygodniu.
Wszędzie, gdzie byłem w tym tygodniu – w hotelach, kawiarniach, restauracjach, a nawet w sztuce ulicznej – wciąż widziałem niepodważalną ikonę Sheffield: Henderson’s Relish.
Gdy dorastałem w Sheffield, „Hendo” po prostu zawsze tam był. Nie zastanawiałeś się nad tym. Stał na stolikach kawiarnianych, ladach z frytkami i kuchennych półkach, jakby istniał od zawsze. Ale w tym tygodniu zacząłem się zastanawiać… Jak mały, regionalny produkt staje się prawdziwie kultowy?
Historia zaczyna się w 1885 roku, kiedy Henry Henderson po raz pierwszy zmieszał sos w Sheffield. Ponad 140 lat później wciąż jest on wytwarzany w mieście według pilnie strzeżonej, rodzinnej receptury.
Fascynuje mnie to, że Henderson’s nigdy tak naprawdę nie próbował stać się krzykliwą, globalną megamarką. Pod wieloma względami zrobił coś wręcz przeciwnego. Pozostał dumny z lokalnej tożsamości, dumny z Sheffield i uparcie autentyczny. Opakowanie prawie się nie zmieniło. Receptura pozostała tajna. Marka wrosła w tożsamość samego miasta.
I w jakiś sposób… Ta autentyczność stała się marketingiem.
Mieszkańcy Sheffield naprawdę czują, że to miejsce należy do nich. Muzycy, artyści i lokalni przedsiębiorcy nieustannie się do niego odwołują. Stało się to elementem kultury, nie tylko komercji.
Prawdopodobnie jest w tym jakaś lekcja dla nas wszystkich. W świecie, w którym tak wiele marek stara się wyglądać na większe, głośniejsze i bardziej „korporacyjne”… Czasami najsilniejsze marki to te, które pozostają wierne swoim korzeniom.
Teraz wybieram się na jakiś czas do Hiszpanii, żeby spotkać się z Tonim i tamtejszym zespołem, zajrzeć do domu, zająć się administracją i bez wątpienia wypić trochę za dużo kawy, omawiając nowe pomysły, produkty i możliwości na nadchodzące miesiące.
W takich chwilach, podróżując między magazynami, dostawcami i zespołami w różnych krajach, przypominam sobie, jak nietypowa jest nasza branża. Jednego dnia filcowe warsztaty rzemieślnicze w Nepalu, potem spotkania logistyczne w Sheffield, a potem dyskusje o kadzidłach w Maladze.
Nigdy się nie nudzi.
Jak zawsze, dziękuję za Twoje nieustające wsparcie, cierpliwość i partnerstwo. Naprawdę to doceniamy — zwłaszcza w okresach wzmożonej aktywności, kiedy wszystko wydaje się dziać naraz.
Do zobaczenia w kolejnych wiadomościach…
David i zespół AW

