Pozdrowienia z Goa w Indiach.
Właśnie przybyliśmy (czy raczej uciekliśmy) do Goa. Odwiedzamy starych przyjaciół i sprawdzamy remont mieszkania, które tu mamy... jest prawie ukończony!
W zeszłym tygodniu opowiadałem o naszych ostatnich dniach w Katmandu i o tym, jak zostaliśmy zaproszeni na ślub... i znaleźliśmy się w roku 2082 (naprawdę!). Jeśli przegapie ten wpis, możesz nadrobić zaległości tutaj.
Po przybyciu do Delhi spędziliśmy kilka dni na Spring Fair - ogromnych targach, na których wystawiają się indyjscy eksporterzy. Zazwyczaj zatłoczone, ale tym razem okropnie puste... i bardzo, bardzo gorące!
Oto Toni z Hiszpanii i nasz człowiek w Indiach - pan Chatterjee z tyłu.
Nie tylko upał był hardcorowy w Delhi... Pozwól, że wyjaśnię.
Na targach
Jest hotel obok hal, w większości zarezerwowany z wyprzedzeniem przez handlowców, a pan Chatterjee zdołał załatwić nam tam pokoje, co jest super wygodne, inni ludzie muszą czasami korzystać z autobusów wahadłowych do odległych hoteli. Nie żeby kursowało wiele autobusów, targi kolidowały zarówno ze świętami wielkanocnymi, targami w Kantonie w Chinach, jak i taryfami Trumpa - co skutkowało wieloma smutnymi minami. Więc kiedy wędrowaliśmy po stoiskach, widzieliśmy te same twarze i zaczęliśmy zdawać sobie sprawę, że po prostu nie pojawiło się zbyt wielu zagranicznych kupców. Bardzo smutne, można było wyczuć desperację w powietrzu... Jeden facet powiedział nam, że jego interesy w 80% kierują się do Ameryki, a wszystkie zamówienia zostały anulowane lub wstrzymane.
Nie trzeba dodawać, że byliśmy bardzo popularni - Toni, ja i pan Chatterjee. Dzwonili do nas bez przerwy, prosząc o wizytę: "Proszę przyjechać, proszę pana"... A ludzie chodzili za nami lub czekali na naszej drodze, mając nadzieję, że nas złapią. Tak bardzo chcielibyśmy zobaczyć każdego dostawcę i złożyć zamówienie, ale to niemożliwe... Niestety grzecznie odmawialiśmy, skupiając się na głównych osobach, z którymi musieliśmy się spotkać.
Przepraszam, chłopaki... Wiem, że czytacie ten newsletter... Proszę o cierpliwość. 🙏
W Starym Delhi
Spędziliśmy dwa dni w Centralnym Delhi. Pan Rashid, jeden z naszych dostawców drewnianych skrzynek, przyjechał do naszego hotelu z córką, trzema pracownikami i 19 kartonami próbek, które rozłożyli po całym pokoju hotelowym pana Chatterjee. To był hardcore! Szaleństwo... Ale ostatecznie znaleźliśmy niesamowite produkty, ponieważ Rashid jest starym dostawcą i dokładnie wie, czego szukają klienci AW (tacy jak Ty). A z pomocą naszych projektantów jestem pewien, że możemy stworzyć magię.
Głęboko w Starym Dehi (hardcore)
Następnego dnia udaliśmy się w głąb starego Delhi, do starożytnego labiryntu ulic, w których od pokoleń mieszkają niektórzy z indyjskich rzemieślników. Gorący dzień... Bardzo gorący. Nasz dostawca spotyka się z nami w miejscu, z którego taksówka nie może już jechać dalej, a my podążamy za nim przez labirynt ulic, krocząc nad ludźmi śpiącymi na chodniku, w labirynt zaułków. Potem głęboko, głęboko w środku, a następnie w końcu w górę po małych schodach, przez prawie ukryte drzwi i na zewnątrz do salonu wystawowego. Byliśmy tu wiele razy. Wentylator sieka gorące powietrze, a na jednej ze ścian długi stół wypełniony po brzegi starannie wykonanymi rzeczami specjalnie dla AW. Nasz dostawca, pan Karim, jest skromnym człowiekiem, gra w krykieta i poświęca się znajdowaniu idealnych linii produktów AW. Wiem, że spędził ostatnie sześć miesięcy ciężko pracując ze swoją grupą rzemieślników z Delhi (i daleko poza nią), aby wyprodukować próbki, które dla nas ma.
Jeśli uważasz, że to jest hardcore...
Następny poziom hardcore
Cóż, następnego ranka, zanim pojechaliśmy na lotnisko, aby przylecieć do Goa, wcisnęliśmy się do najstarszej i najbardziej znanej dzielnicy handlowej w Indiach. To miejsce jest naprawdę hardcore'owe. Opowiem Ci wszystko o Pahar Ganj w przyszłym tygodniu.
Idzie świetnie!
Tymczasem w Wielkiej Brytanii - robi się gorąco! Tak wiele nowych i szybko sprzedających się produktów, że naprawdę mamy problem z nadrobieniem zaległości... Wielkie posągi Buddy rozchodzą się lotem błyskawicy (jedna pani powiedziała nam, że wystawia jeden przed swoim sklepem i sprzedaje się w ciągu dnia). Świece obiadowe znów są w magazynie, ale sprzedają się jak szalone...
Teraz jesteśmy w Goa. Miejsce, w którym się zatrzymaliśmy, jest tak spokojne i ciche. I właśnie zdałem sobie sprawę, że to musi być raj dla obserwatorów ptaków. Obudziłem się dziś rano i zobaczyłem, że duży, puszysty ptak puka w okno mojej sypialni. Widzieliśmy bociany i pawie, a dziś rano, gdy spotykaliśmy się z naszym facetem od kamieni szlachetnych, odwiedziła nas słodka, przyjazna papuga. Chciała tylko, żeby ją nakarmić, haha.
Poznaliśmy nowego przyjaciela w Goa!
Mam nadzieję, że spędzisz cudowny weekend.
Więcej aktualizacji w przyszły piątek.
Uważaj na siebie
David


.png)

