Pozdrowienia z Yiwu w Chinach.
Mam nadzieję, że przetrwałeś burzę Dave, cieszyłeś się falą upałów i jesteś gotowy na każdą pogodę. Tutaj, w Chinach, również cierpimy/cieszymy się z drastycznych zmian temperatur – jednego dnia 15°C, dziś 32°C. Ale mimo to biorę się do pracy.
W zeszłym tygodniu opowiadałem Ci o mojej podróży tutaj, z niespodziewanym objazdem przez Kanton… O naszej szybkiej wycieczce do rodzinnego miasta Coco… Jeśli przegapiłeś ten wpis, możesz nadrobić tutaj.
Teraz jesteśmy z powrotem w Yiwu… I co z tym Yiwu… Jest tu pewna energia, którą trudno opisać, jeśli się tu nie było. Nie do końca chaos, raczej pęd. Wszystko ciągle w ruchu, wszystko możliwe. Nie marnujemy czasu, kompetentni ludzie – którzy załatwiają sprawy bez zbędnych ceregieli.
Bryant i Sandra przylecieli przez Hongkong kilka dni temu – Bryant jest tu pierwszy raz – i widać to w jego oczach… Tę mieszankę ciekawości, ekscytacji i „o rany, to miejsce jest ogromne”. I jest. Naprawdę ogromne. Ale też pełne możliwości, jeśli wiesz, gdzie szukać. Przyjechaliśmy z wielkim planem. Ambitnym. Trochę szalonym, szczerze mówiąc. I tylko 12 dni na jego realizację.
Bryant i Sandra pierwszego dnia oraz Bryant przed głównym wejściem na targ.
Ale… myślę, że mamy tu odpowiedni zespół, żeby to zrobić.
Coco — absolutnie niepowstrzymana. Postawa „da się zrobić”, której po prostu nie da się nauczyć. Dzięki jej kontaktom i relacjom, które zbudowaliśmy przez lata, drzwi same się otwierają.
Sandra — mistrzyni designu — szkicuje, udoskonala, przerabia… Często pracuje nad tym długo po północy. Można dosłownie zobaczyć, jak pomysły stają się produktami w czasie rzeczywistym.
Bryant — od razu się w to angażuje. Opakowanie, pozycjonowanie, ciągłe myślenie komercyjne. Mnóstwo pomysłów i nie boi się iść do przodu.
A ja… Gdzieś w środku tego wszystkiego, starając się nadążyć.
Każdy dzień to istny wir.
W jednej chwili siedzimy w małym biurze otoczonym próbkami opakowań, w następnej jesteśmy w salonie wystawowym pełnym imbryków, potem po drugiej stronie miasta z naszymi specjalistami od kart tarota, a potem wracamy z naszą ulubioną panią od biżuterii z kamieni naturalnych (wciąż tak samo bystra jak zawsze)…
A potem nasz specjalista od pakowania – naprawdę, kolejny poziom. Zaprojektuj coś rano, a następnego dnia masz to w dłoni. Prawdziwe. Fizyczne. Gotowe.
Ta szybkość, ta responsywność, zmienia sposób myślenia o rozwoju produktu. Przestajesz się nad tym zastanawiać. Zaczynasz działać. I to jest coś, co ciągle tu zauważam… Perfekcja nie zawsze jest celem. Ale oni po prostu robią swoje.
Strefa rynku kamieni naturalnych to nie do końca zorganizowany rynek – to labirynt uliczek, które są starsze niż współczesny rynek. To miejsce, które kocham i które hipnotyzuje jak zawsze.

.jpeg)

.jpg)

.png)


