3 ZA 2 NA WYBRANE PRODUKTY DO PIELĘGNACJI

logo
Zbyt wiele szoków kulturowych
Fri Feb 16 2024 19:34:00 GMT+0800 (Malaysia Time)
Pozdrowienia z północnych Indii.

Mam nadzieję, że masz się dobrze i interesy mają się dobrze. Podróżuję z Tonim w ramach naszej Epickiej Azjatyckiej Wyprawy w poszukiwaniu nowych, ekscytujących produktów, które wzmocnią Twój biznes. Powiedziałbym „przejdź na wyższy poziom”, ale to oznaczałoby, że jestem leniwym użytkownikiem sztucznej inteligencji. Czy tylko ja mam wrażenie, czy cały świat popada w identyczność generowaną przez sztuczną inteligencję (wolną od empatii). Wszędzie to samo słownictwo i zwroty. Rok temu byłem wielkim fanem sztucznej inteligencji, ale teraz nie jestem już tego taki pewien. Ma swoje zastosowania, ale nie przy każdej czynności. Użyj mózgu, proszę.

Przepraszam za tę tyradę, ale nawet tu, w Indiach, widzę reklamy z jej udziałem i wydaje mi się, że cały świat traci kreatywność. A Indie to kraj słynący ze swojej kreatywności. W zeszłym tygodniu opowiadałem Ci o naszej wizycie na głównych targach upominków w Delhi. Tyle skoncentrowanej kreatywności i pięknych rzeczy w jednym miejscu było przytłaczające. Jeśli przegapiłeś ten wpis, możesz nadrobić zaległości tutaj.

Wow, ten tydzień był szalony. Po targach spędziliśmy trochę czasu w centrum Delhi – starej części, gdzie handlują rzemieślnicy.


Widzę Indie na nowo oczami Toniego podczas jego pierwszej podróży. Dla mnie jest to znajome terytorium (i widzę, że sytuacja powoli się poprawia). Dla Toniego to spory szok kulturowy. Pomiędzy wizytami u starych dostawców, wciskaliśmy zwiedzanie imponującej Bramy Indii oraz starożytnego i tętniącego życiem meczetu Jama Masjid. Gdzie mieliśmy szczęście, że jeden z naszych lokalnych dostawców zapewnił nam spersonalizowaną wycieczkę. Totalny szok kulturowy.

Następnie planowaliśmy podróż na północ, do Panipat, stolicy recyklingu tkanin w Indiach, słynącej z kolorowych dywanów. Ale pojawił się problem. Być może czytaliście w wiadomościach o tysiącach zbuntowanych rolników, wściekłych na reformy gwarancji cenowych, którzy zjechali do Delhi w ramach protestu. To wszystko działo się między nami a Panipatem, kierowca naszego samochodu odwołał wyjazd. Jednak pan Chatterjee znalazł rozwiązanie i szybko zapewnił nam trzy bilety na pociąg ekspresowy wyjeżdżający ze stacji New Delhi bezpośrednio do Panipat. Kolejny poziom szoku kulturowego, gorączkowa stacja, szalony pośpiech i walka o dostanie się na pokład. Ale potem następuje szok kulturowy na kolejnym poziomie. Obecnie, od zeszłorocznego spotkania G20, Delhi pozostało stosunkowo ładne, zostało oczyszczone, ładnie pomalowane. Pojawiło się mnóstwo dzieł sztuki w stylu murali i po prostu zakryto wszystko, co brzydkie ogromnymi ścianami z blachy falistej w kolorze niebieskim i zielonym. Ale poza głównymi drogami lub za płotami nadal istnieją slumsy Delhi. Gdy nasz „ekspresowy” pociąg wyjeżdżał z Delhi w ślimaczym tempie, zobaczyliśmy tę drugą twarz. Kolejny szok kulturowy nawet dla mnie.



Nasz bardzo zielony pociąg i smutne widoki.

Raj, nasz człowiek z Panipat, przyjechał po nas na stację swoim ładnym, nowym samochodem hybrydowym i zawiózł nas przez zrujnowane miasto Panipat do naszego hotelu. Najlepszego, jaki mógł dla nas znaleźć w tym mieście, nad dość obskurnym centrum handlowym. Zbudowano tam rozległy hotel i centrum rekreacyjne (wydawało się, że wciąż jest w budowie). Pomnik złego smaku, ale przynajmniej szczęśliwy, wesoły personel, czyste, duże pokoje i dobre jedzenie. Na dachu znajdowała się duża restauracja z tarasem, gdzie na dużym ekranie odtwarzano stare teledyski Bollywood. W walentynkowy wieczór udekorowano go różowymi banerami i sercami, grał też rodzinny zespół saksofonowy. Do stosunkowo zamożnych miast przyjeżdżają całe rodziny, aby się zabawić, a małe, dobrze ubrane dzieci biegają po okolicy. Rodzice i dziadkowie zasiadają przy dużych stołach. Niewiele romantycznych par, co było ulgą dla mnie, Chatterjee i Toniego.


​W tej części Indii obowiązują niskie podatki od alkoholu, a mieszkańcy Panipat lubią pić, więc było wesoło. Raj wyjaśnił nam, że istnieje lokalna (niebezpieczna) tradycja spożywania bimbru, którą rząd rozwiązał, obniżając ceny napojów dobrej jakości i udostępniając je w eleganckich, czystych sklepach. Wszystkie nazywane są „angielskimi sklepami z winem i piwem”, których w tym mieście jest mnóstwo. Dlaczego „angielski” zapytałem? Bo jestem pewien, że nie masz tam angielskiego wina. To dlatego, że słowo „angielski” oznacza jakość. Dobrze wiedzieć 🙂


Angielskie wino w Indiach!


Produkty z Panipat

Po Panipat pojechaliśmy samochodem z kierowcą dalej na północ do miasta rzemiosła drzewnego Saharanpur. Ostatni raz byłem tu w 2016 roku i sytuacja nieco się poprawiła… Ale wciąż, szok kulturowy.

Więcej wiadomości na ten temat w przyszłym tygodniu.

Życzę Ci wspaniałego weekendu (my oczywiście w pracy).
Uważaj na siebie i Namaste.

David
Share: