Deszcz, ale bez deszczu
Fri Jan 12 2024 22:33:00 GMT+0800 (Malaysia Time)
Pozdrowienia z magazynu AW na Bali.
Tak, wróciłem na Bali.
W zeszłym tygodniu byłem w Hiszpanii i opowiadałem Ci o postanowieniach noworocznych i tęczach. Jeśli przegapiłeś ten wpis, możesz nadrobić zaległości tutaj. Bardzo się cieszę, że mogę wrócić do drużyn z Indonezji.
W zeszłą niedzielę złapałem samolot Turkish Airways z Malagi do Stambułu, z malutką dwugodzinną przesiadką do Denpasar na Bali. Oczywiście lot był opóźniony o dwie godziny, więc spodziewałem się, że przegapię połączenie. Tym samym lotem podróżowało około sześciu lub siedmiu osób. Kiedy wysiadaliśmy, personel naziemny powiedział nam, że nadal możemy zdążyć. Dalszy lot również był opóźniony, ale musimy biec. Więc pobiegliśmy. Nowe lotnisko w Stambule, jak zapewne wiecie, jest ogromne, a nasza bramka znajdowała się na drugim końcu. Pocąc się i dysząc, dotarliśmy akurat w chwili, gdy ostatni pasażerowie wchodzili na pokład. Wydaje mi się, że ostatnio często to robię. Uff... Udało się, ale z doświadczenia wiedziałem, że mój bagaż nie dotrze razem ze mną. Miałem rację – dotarł do mojego hotelu dziś rano, cztery dni później. Nie stanowi to dużego problemu, ponieważ trzymam tu zapasowe ubrania i inne rzeczy – miałem tam głównie prezenty dla naszych zespołów.
Jak wspomniałem w zeszłym tygodniu, w Hiszpanii dużym problemem jest susza, tymczasem tutaj, na Bali, oficjalnie trwa pora deszczowa. Z wyjątkiem tego, że jak to mówią: „To pora deszczowa bez deszczu". Co oznacza, że jest szalenie wilgotno i szalenie gorąco. Ciężko jest pracować w takim upale. Ponad 40 stopni w dzień i w nocy, czasem spada do 30 stopni, a klimatyzator w moim pokoju pracuje ciężko, ledwo przesuwając wilgotne powietrze. Budzę się w nocy w kałuży potu.
Przyszedłem do magazynu, aby napisać ten biuletyn. Rozdaję noworoczne hiszpańskie czekoladki i co jakiś czas pojawia się inny rzemieślnik z próbkami nowych produktów lub dostawą zapasów.
Na zewnątrz magazynu nawet nasze kochane ptaki wyglądają na nieco przytłumione upałem.
Tak, wróciłem na Bali.
W zeszłym tygodniu byłem w Hiszpanii i opowiadałem Ci o postanowieniach noworocznych i tęczach. Jeśli przegapiłeś ten wpis, możesz nadrobić zaległości tutaj. Bardzo się cieszę, że mogę wrócić do drużyn z Indonezji.
W zeszłą niedzielę złapałem samolot Turkish Airways z Malagi do Stambułu, z malutką dwugodzinną przesiadką do Denpasar na Bali. Oczywiście lot był opóźniony o dwie godziny, więc spodziewałem się, że przegapię połączenie. Tym samym lotem podróżowało około sześciu lub siedmiu osób. Kiedy wysiadaliśmy, personel naziemny powiedział nam, że nadal możemy zdążyć. Dalszy lot również był opóźniony, ale musimy biec. Więc pobiegliśmy. Nowe lotnisko w Stambule, jak zapewne wiecie, jest ogromne, a nasza bramka znajdowała się na drugim końcu. Pocąc się i dysząc, dotarliśmy akurat w chwili, gdy ostatni pasażerowie wchodzili na pokład. Wydaje mi się, że ostatnio często to robię. Uff... Udało się, ale z doświadczenia wiedziałem, że mój bagaż nie dotrze razem ze mną. Miałem rację – dotarł do mojego hotelu dziś rano, cztery dni później. Nie stanowi to dużego problemu, ponieważ trzymam tu zapasowe ubrania i inne rzeczy – miałem tam głównie prezenty dla naszych zespołów.
Jak wspomniałem w zeszłym tygodniu, w Hiszpanii dużym problemem jest susza, tymczasem tutaj, na Bali, oficjalnie trwa pora deszczowa. Z wyjątkiem tego, że jak to mówią: „To pora deszczowa bez deszczu". Co oznacza, że jest szalenie wilgotno i szalenie gorąco. Ciężko jest pracować w takim upale. Ponad 40 stopni w dzień i w nocy, czasem spada do 30 stopni, a klimatyzator w moim pokoju pracuje ciężko, ledwo przesuwając wilgotne powietrze. Budzę się w nocy w kałuży potu.
Przyszedłem do magazynu, aby napisać ten biuletyn. Rozdaję noworoczne hiszpańskie czekoladki i co jakiś czas pojawia się inny rzemieślnik z próbkami nowych produktów lub dostawą zapasów.
Na zewnątrz magazynu nawet nasze kochane ptaki wyglądają na nieco przytłumione upałem.
Od mojej ostatniej wizyty Ringo i Bondhan byli bardzo zajęci. W tylnej części zainstalowano nową antresolę i dodano więcej regałów, aby lepiej wykorzystać przestrzeń. Produkcja, magazyn opakowań i wyrobów gotowych są znacznie lepiej zorganizowane. Zawsze miło jest widzieć, że sprawy się rozwijają i z każdą wizytą stają się coraz lepsze.
Ale miałem ważne zadanie do wykonania. Tomas dał mi ścisłe instrukcje, jak rozwiązać problem braków Szklanych Naczyń Wtopionych w Drewno. W słowackim magazynie stały się one rodziną produktów numer dwa. Przed Świętami Bożego Narodzenia powiedziano mi, że klienci domagali się zapasów, aż do łez. Obecnie mamy dwóch dostawców: miłą rodzinną firmę pracującą niedaleko magazynu i ojca chrzestnego mis śpiewających na Bali, który ma ogromną fabrykę w dziczy Tegalalang, na wzgórzach za Ubud. Podczas pandemii, kiedy zanikł handel upominkami turystycznymi i nie można było kupować prezentów za granicą, utknąłem tutaj i mogliśmy współpracować z obiema firmami i wspierać ich działalność wystarczającą ilością zamówień do zapewnienia pracownikom pracy. Ojciec Chrzestny zawsze mówi, jak bardzo był wdzięczny za to wsparcie w tamtym czasie i robi wszystko, co w jego mocy, aby zaspokoić nasze potrzeby, ale nawet on nie jest w stanie wyprodukować wystarczającej ilości. Doszliśmy więc do wniosku, że potrzebujemy może dwóch dodatkowych dostawców, aby zaspokoić nasze potrzeby. Moją misją jest ich odnalezienie i podpisanie kontraktu na dostawy. Niestety warsztaty te nie mają stron internetowych, niektóre mają salony wystawowe, ale wiele z nich pracuje po prostu na podstawie umowy i trudno je znaleźć.
Brat Ringo niestety zmarł podczas covidu, nie pozwolono na porządny balijski pogrzeb, dlatego rodzina skonsultowała się ze świętym mężem, jak dokonać akceptowalnego pochówku. Dom świętego męża znajdował się właśnie obok fabryki naczyń wtopionych w drewno, która, jak się potem okazało, należała do jego brata. Ringo zanotował to sobie wówczas w głowie… A teraz, ponieważ naprawdę potrzebujemy większej liczby dostawców, spotkaliśmy się z nimi, aby sprawdzić, czy możemy nawiązać współpracę. Kiedy przyjechaliśmy, szef był w trakcie robienia pięknego, ręcznie dmuchanego kieliszka koktajlowego dla japońskiego klienta. Musieliśmy poczekać na zakończenie procesu.
Gorąca praca w gorące dni...
Rozmawialiśmy i zaprzyjaźniliśmy się. Szef pokazał nam swoje specjalistyczne produkty. Był dumny z odkrycia sposobu na umieszczenie w szkle małych plamek kolorów, tworząc ładny efekt tęczy. (Uwaga, wkrótce pojawi się nowy produkt). Ale opowiedział nam tę samą smutną historię, co wielu dostawców. Rzemieślnicy wyjeżdżają do bardziej stabilnej pracy w hotelach i kurortach. Za każdym razem, gdy szkoli nowego pracownika, po kilku miesiącach on lub ona po prostu znikają. Chciałby nas zaopatrzyć, ale to spory problem. Wspominałem już o tym w biuletynach. Kurcząca się grupa rzemieślników to nasz największy problem z dostawami. Odpowiedź brzmi: po prostu zapłacić więcej, nie? Wtedy z radością zostaliby w rodzinnej wiosce i robili to, co kochają. Okazuje się, że pieniądze w hotelach nie są tak naprawdę większe, niż mogą zarobić jako rzemieślnicy, ale to stabilna, pewna praca. Dla rzemieślników stałe zamówienia od dostawców to być albo nie być. Dla wielu osób stały dochód jest ważniejszy niż wypłacana kwota. Chciałem więc sprawdzić moją teorię...
Zapytałem, czy możemy zawrzeć umowę na dostawy. Potrząsnął głową... Proszę o brak kontraktu. Ponieważ ci agresywni (często amerykańscy) agenci mają pod ręką umowy pełne kar, rabatów, wad i umów na wyłączność, co kończy się stratą pieniędzy. Nie, nie, mówiłem, nie pracujemy w ten sposób – żadnych kar, żadnych podejrzanych rzeczy – tylko zobowiązanie, że co miesiąc kupujemy konkretną ilość po uczciwej cenie. Żebyście mogli powiedzieć swoim rzemieślnikom: to jest normalna i bezpieczna praca. Powiedział nam, że się nad tym zastanowi.
Cóż, przygotowaliśmy projekt umowy (używając ChatGPT) i dzisiaj podpisaliśmy naszą pierwszą Artisan Supply Agreement (ASA). Jestem bardzo szczęśliwy... Ale poczekajmy i zobaczmy, jak to się rozwinie. Cały dzień przedstawiam mój pomysł „ASA” wszystkim odwiedzającym nas rzemieślników i myślę, że spotyka się on z ciepłym przyjęciem. Ludzie chcą poczucia bezpieczeństwa.
Ta młoda dama właśnie przyszła, Tomas znalazł tę rodzinę, kiedy był tu ostatnim razem. Robią maski i słonie. Przyniosła próbki, żeby nam pokazać. Byłem pod wrażeniem jej obsesji i wiedzy na temat wykończenia i szczegółów. Zwykle tego typu pracę wykonują starsze panie, ale tak, jej matka, babcia i przyjaciele pracują we wsi. Nasz obecny dostawca ma problemy z dostawami z tego samego powodu, o którym wspomniałem wcześniej, a jej rodzina byłaby bardzo zadowolona z kontraktu. Po konsultacji z mamą powiedziała, że chętnie zrobią 150 sztuk miesięcznie. Niewiele, ale uzupełni to braki naszego obecnego dostawcy. I tak, pomimo upału, ma na sobie kurtkę i rękawiczki. Nigdy tego nie zrozumiem, Indonezyjczycy niezależnie od pogody ubierają się jak zima, aby jeździć na skuterze. I są zszokowani do głębi, widząc zagranicznych turystów półnagich podczas jazdy. To kwestia kultury.
Tyle do zrobienia... Jestem bardzo zajęty. Nawet w ten weekend mamy spotkania. Za jakiś dzień przyjedzie James z Wielkiej Brytanii, to jego pierwsza podróż służbowa, pierwszy raz na Bali i na pewno mu się spodoba :) Będzie współpracował z zespołem AW-Advantage.com w biurze na plaży, ponieważ James jest naszym menadżerem fulfilment i potrzebujemy API, aby ulepszyć tę usługę.
To na razie wszystkie wiadomości.
Uważaj lub jak tu mówią, Hati-Hati!
David
Share:

%20(1).png)
%20(1).png)
.jpg)
%20(1).png)